|
wybitnie mam ochotę ropisać się na tematpewnej szczególnej prawie-doby bo taki akurat mój kaprys... Żeby nie było to wszystko to wina Agura jest :P Bo kto to do mnie pisze we wtorek że środa jest czarną w euphorii i trzeba się tam zjawić i kto mi noclegu udziela... Gorzej nawet, ale to cała historia jest. Wracam resztkami sił do Fordonu, na około, jak to ja, w śniegu strasznym, wchodzę powstrzymując się od przekleństw. A tu czeka na mnie pizza niespodzianka i zamówiona kawa :) i mój ulubiony tekst przy kawie... Mama Agi "Palisz vogue? Mogę jednego? Za bardzo duszące są, przerzuć się na slimy jak ja!" Chciałyśmy się "ekspresowo" ogarnąć, znaczy ja, bo Aga otwierała mi już ubrana jak gwiazda ;) ale to znowu wina Agura, bo kto na moje stwierdzenie "szkoda, że nie kupiłam wódki, byśmy sobie wypiły przed wyjściem" na chwile przyjmuje wyraz twarzy osoby maltretowanej przez intensywne myślenie i wyciąga zza śmietnika żurawinową finlandię, idealnie, cztery drinki. Zeszłyśmy już sporo spóźnione kurczowo trzymając się ściany [bo tam poręczy już nigdy nie będzie ;) ] mimo namów na taksówkę porwałyśmy się na busa [!] którego to pasażerowie poznali wiele ciekawostek z życia naszych znajomych [szczerze nie pamiętam za cholerę co ;) ] i smutną historię mojego telefonu który wówczas popsułam nieskoordynowanymi ruchami. Należy nam się order nie wiem jaki, ale wiem za co- za dojście prawie w biegu z piskiem po śliskich chodnikach bez upadku. W klubie... tu powinno być sporo bez komentarza. Poza tym że nasz stolik okazał się roztańczonym maksymalnie i muzyka była znośną to reszta już taka różowa nie była. Rzeczywista czarna środa miała tyle wspólnego z nazwą, że było od groma lasek spalonych po solarium i ciemno-czarnych umysłów męskich. Dotrwałyśmy jakoś do pierwszej z haczykiem i szukałyśmy kebaba. Skończyło się na spacerze na nocny z nadzieją na sałatkę z kurczakiem i tosty. Jazda z powrotem upłynęła nam na niepohamowanym śmiechu w towarzystwie kolegi i osiedlowego osiłka, naprawdę zadbali żebyśmy się nie nudziły :D potem Agur dzielnie robiła tosty [nad ranem Iza uświadomiła nas że zniknął cały chleb.. :p ] w którymś momencie znalazłyśmy się w łóżku i tego już nie będę opisywać ;) po wybudzeniu się konkretniejszym obgadałyśmy parę osób, w szczególności niespodziewanych prawiczków :P [ja wiem, że my potrafimy być okrutne, ale czego uczy nas ta przeważająca część samczego rodu...] powstał nawet słownik z powiedzeniami pod tytułem "Agura wspomnienia ogniste", tam między innymi "jest dla mnie obiektem aseksualnym, nie obchodzą mnie jego jajka"... Umyłyśmy się więc i doprowadziłyśmy do aseksualnego wyglądu żeby zejść na pyszne śniadanie przygotowane przez Izunię [ona to ma nosa do smaków ;) !]. I niestety po kolejnej morderczej dawce śmiechu [bo z Agurem się inaczej nie da!] musiałam opuścić tą przyjazną enklawę... żeby przeżyć horror powrotu do domu, ale to jest historia w zupełnie innym klimacie. Ogółem rzecz biorąc dopiero wieczorem mój stan się pogorszył, ale to też ze względu na nadmiar jedzenia przygotowanego przez jubilata Skórę, brata mego, który owego dnia przestał być gorącą szesnastką... no szkoda ;) co do reszty wspomnień z ferii to raczej nie mam ochoty się nimi dzielić, z prostej przyczyny- jestem zbyt leniwa! ;) następnym miejscem przeznaczenia pozostaje mózg, mam nadzieję- w lepszej kondycji ;) Name: Komentarze: 07.02.2007 :: 18:22 :: 217.116.110.188 07.02.2007 :: 00:44 :: 212.122.223.67 06.02.2007 :: 23:49 :: 217.116.110.186 05.02.2007 :: 12:42 :: 83.8.108.81 |