Biegam po mieszkaniu, nie moim, tak lubię, zaparzam sobie kawę, ze śmietanką, tak lubię, a zaraz ucieknę na balkon podtruć się troszkę, tak lubię. I nie ide na razie do szkoły bo nie chcę! :)


Łączmy się w pary, kochajmy się!


I zgodnie z tym hasłem połączę się dziś w parę z moim ulubionym singlem wieku... późniejszego ;) Mój ulubiony singiel wieku mojego zdał na prawo jazdy za pierwszym razem, więc myślę, że nasza wspólna doskonałość świadczy, że jesteśmy idealnie dobrane!


Mieszkają u mnie Bunia z Dziaduniem i musze powiedzieć, że cieplej jest w domu. Mogliby już tu zostać. Łączmy się w pary, kochajmy się!


Ale, ale, cała ta wesoła otoczka nie zmienia faktu, że brzydzę się życiem. Gorzej, nie mając zbyt kuszącego wyboru kontynuuję swój los. Nie, żebym sobie nie radziła. Czasami coś mnie tylko zwala z nóg, niespodziewanie.


Bo przełomy w życiu następują niezauważalnie. Wnikliwi obserwatorzy zauważą skrawek zmian, sam zainteresowany rzadko w pełni świadom jest tego procesu.


Czcze, puste słowa. Surowe, oficjalne, ale moje.


Wczoraj, już właściwie przedwczoraj. Umarł Ktoś, a w tym Kimś umarł jeszcze Ktoś i Ktoś, Kto pozostał, też jakby nieżywy już, bardziej nie ma Go, niż jest. Wszystkim napisałabym na pół godziny przed śmiercią najpiękniejszy scenariusz życia, więcej, możliwie zupełnie realny. Suche fakty, ogromna bariera przed przyjęciem do świadomości prawdy. Strach przed myśleniem.


W moim pokoju panuje nihilizm, unosi się w powietrzu, bittersweet, wsiąkłam w to. Czasami wpadnie Babunia czy ktoś, posprząta co jest w stanie, i nawet panuje pozorne wrażenie, że nie ma tu żadnego burdelu. Pozornie, bo nihilizm opuszcza ściany tego pomieszczenia, rozlewa się na ulice, zaleje miejsca publiczne, nasączy moje słowa, trafi do cudzych myśli.


Nie chce widzieć tego co widzę i myśleć tylu rzeczy. A nie mogę przestać, bo po prostu nie zależy ode mnie. Choć i tak nie jest tak strasznie żeby przełączyć się w stan malkontenctwa, narzekań, bo brzydzę się bezczynnością i marudzeniem niezmiernie.


Następują czasem takie momenty, nagły wybuch energii, euforii i pojednanie z przestrzenią. Nieopisana i nieuzasadniona radość. I to jest właśnie ten ułamek sekundy, o który chodzi.


I nienawidzę ludzi słabych. To jest jak fobia i trzymam się od nich z daleka.

Name:


Komentarze:

10.02.2007 :: 19:13 :: 83.8.136.113
Olgu
wiec - Wiosno, ja sie domyslilam, bo ja jestem bystra! xD :*

09.02.2007 :: 19:01 :: 83.8.89.179
mari
tez nienawidze jak ludzie są słabi, jak sie nad sobą rozczulają. a euforia i nieopisana radosc to cos co kocham. dokladnie trafione Tinek: ułamek sekundy o który chodzi! tak! i lubie piątki od godz. 13:30 :D wiadomo nie Słonko? buziak:*

09.02.2007 :: 16:45 :: 80.53.70.34
Mycha
ciekawe kto sie domysli, ze jest tu wspomnienie o mojej skromnej osobie;) musze powiedziec, ze jeden z lepszych wpisów. wiecej takich prosze. nienawidze ludzi słabych kiedy nają na mnie za duzy wpływ, ale co do siebie zmieniałam zdanie w tej kwestii, a wlasciwie wrocilam do poprzedniego. jesli wiesz o czym mowie. to byl chwilowy moment zwatpienia we wlasną wytrzymalosc. widocznie wtedy potrzebny.

"look into my eyes. just tell me lies"

oh, mam natłok myśli przez Ciebie! Twoje słowa mogłyby być moimi nawet jeśli nie ze wszystkimi sie zgadzam.
koniec. nie moj blog. KC:*

09.02.2007 :: 09:49 :: 83.31.201.51
kamixa
Fajny blogasek:) Oby tak dsalej:)
PS zapraszam na mojego blogaska:) POZDROWIONKA