Przepraszam, że nie rozmawiamy. Chociaż lecą godziny, dni, miesiące. Kiedy skrawki czasu jaki mamy dla siebie wypełnione są czczymi słowami, bezproduktywnym oglądaniem telewizji, uciekaniem przed samym sobą.
Dziękuję, że i tak jesteś, masz swoje stałe miejsce, że wciąż je zajmujesz. Że wypełniasz mi tą cząstkę życia, którą w sobie usilnie niszczę. Że nie potrzebujesz setek słów i zapewnień, bo rozumiesz, nie jak inni.
Proszę, siedź przy mnie nie zważając na słowa. Bądź moim jedynym oparciem nawet jeśli zdaje się, że twardo stoję. Kiedy ocieram łzy za plecami, udawaj, że nie widzisz, ale stój tam, póki nie dojdę do siebie.
***
W ciągu doby tyle jest innych godzin. Przebiegają tak różnie od siebie i niepoukładanie. Strumień skrajnych emocji, tygodniami, wszystko zlewa się w jedno- płynie. Płytkie to takie i bezbarwne. Bo ze wszystkiego naraz rodzi się nic wielkie, jest ścianą do podparcia i osłoną od deszczu czy słońca. Ucieczką od prawdy i potrzebą kłamstwa. Mając wybór między dobrem a złem nic nie wybierasz i stoisz tam, gdzie stałeś, chodź dzieje się tak wiele, aż wydaje ci się, że pędzisz.
Martyna, skarbie, jesteś nigdzie.