Nie licze, może powinnam, ale kto by na to patrzył. Prawdą jest że nasz początek zarysował się na końcu, cała historia jest opowiedziana na opak, więc na dobrą sprawę nie wiadomo na czym się skupić.
Jestem oczarowana, zaklęta, zachwycona. Nie mam dość na chwilę i nie mam zamiaru przestawać na moment, przed niczym się nie powstrzymam bo wreszcie, po raz pierwszy w życiu, teraz dopiero naprawdę żyję.
Masz mnie. Najdrobniejszą cząstkę do całości. Wsiąkały moje łzy w Twoją skórę, nie muszę się bać już wiem na pewno.
Uczę się cieszyć i tłumaczę sobie, że to jest i że się spełnia. Na nowo staram się marzyć, choć ciężko znajdować coś więcej niż mam teraz.
Ten ktoś nie może wiedzieć ile stracił, (choć ja nie mogłam tym bardziej mieć pojęcia o ile walczę) ale niech ubolewa nad swoją głupotą i ślepotą, bo życie tylko raz daje szansę i nie wolno jej przepuszczać (i nie możesz mi już tego szczęścia odebrać).
Nie wiem jak buduje się dom od podstaw, nie wiem póki nie będę pewna z jaką siłą on stoi.
Czy ludzie, którzy zaczynają od wspólnego mieszkania, krótko potem seksu, a dopiero przez kolejny czas poznają się ze sobą na tyle, żeby po tych siedmiu miesiącach podpieczętować to miłością i zaprzestać wcześniejszych walk i gier, czy ludzie tacy jak my mogą jeszcze, po tym wszystkim co tu czarno na białym powstawało przez długie miesiące, oczekiwać od siebie radości? Zaufania? Niespodzianek? Ekscytacji?
Nigdy nie wierzyłam, że z dnia na dzień mogę być coraz bardziej szczęśliwa.
I jak bardzo bym chciała i tak nie mogę sobie przypomnieć tego człowieka, którym byłeś wcześniej.