Kolejne wydarzenie z tych, których nie można opisać. Muzykotaniec i tańcomuzyka. Błoto, krzyki, szał.
Trzecie podejście i wreszcie, wielki open’er z moim udziałem.
***
Nie da się nawet polubić rozczarowania. Trzeba by też oduczyć się marzyć. Nie mieć nadziei i być z tego dumnym.
Wszyscy po kolei, jeden za drugim, równo w szeregu naprzód złośliwie marsz.
Noszenie kamiennej twarzy wróży wojnę. I choć nie chcę, nadchodzi.
Byłbyś jedynym niewinnym, gdybyś na czas powiedział coś odpowiedniego. Gdybyś tylko zrobił to czego się bałeś, lub nawet nie chciałeś.
Chciałbyś być kochany a zamykasz oczy, nie pozwalasz. Nie lubię czekać na to, co nie nadchodzi. Na ludzki ciepły szczery uścisk. Tylko tyle, prosiłam, żebyś nie kłamał. A teraz nie mam na to siły i najmniejszej ochoty.
***
Głupiutkie i niewinne. Chciałoby się. Zobaczyć czyjś uśmiech, zachwycić się radością życia i zapragnąć dzielić się nią póki sił wystarczy. Bez głupich podtekstów, niepotrzebnych flirtów, pieprzonych niedomówień. Jeśli tylko masz w oczach iskrę, niech zapali, niech płonę.
Położyć się na tej wciąż jeszcze mokrej trawie, z rękoma zaciśniętymi tak silnie, słuchać porywających dźwięków z genialnymi tekstami śpiewanymi przez Toma Smitha i wierzyć że coś udaje się razem. Nie oceniać, a patrzeć, oswoić jak Mały Książę bliskość, siebie sobie.
I don't think that it's
Gonna rain again today,
There's a devil at your side,
But an angel on the way
Someone hit the light,
Cause there's more here to be seen,
When you caught my eye,
I saw everywhere I'd been
And what I go to...
You came on your own,
And that's how you'll leave,
With hope in your hands,
And air to breathe,
I won't disappoint you,
As you fall apart,
Some things should be simple,
Even an end has a start.