Nie wiem jednak, nie, nie, nie. Wiedziałam, czego potrzeba mi do szczęścia, do czasu.
Ani słowa prośby o mętlik w głowie i same znaki zapytania.
Dlaczego wciąż trzeba wybierać i decydować? I te momenty decyzyjne przychodzą na raz i wydają się być kluczowe dla dalszego bytowania.
Moje dni policzone są na palcach, bo ludzie podejmą decyzje za mnie i już dobrze wiem co wtedy będzie.
Wydawało mi się, że kocham kogoś od zawsze i na zawsze i że to jest mój ratunek przed wszystkim, choć nigdy już z nim nie będę. Wyznaczył pierwowzór i nikt nie był w stanie mu dorównać, dlatego byłam bezpieczna. A co jeśli jest ktoś, nie doskonały jako kopia, ale jako alternatywa. I być tak jak chcę też nigdy z nim nie będę?
-Co ty teraz robisz?
-Cieszę się.
-Czym?
-Tym, że jestem szczęśliwy.
Ktoś ogrzał mi ręce w drodze do domu, ktoś trzymał mnie i chronił przed wiatrem w swoich objęciach. Ktoś patrzył na mnie inaczej, całował mnie inaczej, przytulał mnie bezpiecznie. Ktoś nocą nie wypuszczał mnie ze swoich objęć i ograniczył świat do nas dwoje.
Ludzie byli dla nas serdeczni bo jasność bijąca od złączonych dłoni rozświetlała miasto nocą.
Niech życie staje w miejscu kiedy teraz właśnie niczego więcej brać od niego nie chce.
W taką noc wypadałoby napisać coś więcej.
Ale inne słowa są zbędne.
Też Cię Kocham. I tak się cieszę.
Cieszę się wszechświatem niezmierzonym i szarym blokiem za oknem, bo przed nim rośnie trawa zielona i krzewy młode, na moich oczach.