"Bliskość, bliskość, bliskość.
Cholerny dystans, który z każdą chwilą maleje.
...
Nie podchodź za blisko!
I nagle znika.
To touch your soul through your skin
Przywarłam do Ciebie całkowicie, jak to tylko możliwe.
Poddałam się tej sile. Twoim silnym ramionom. Mojej wielkiej słabości. Prześlizgnęłam się przez Ciebie, balet kończył foch z przytupnięciem.
Ja się nadal trzęsę. Na myśl o zimnym czubku Twojego nosa. O tym jak przejmująca jest bliskość.
Twoich rąk.
Twoich ust.
Następnym razem kiedy będę uciekać złap mnie za rękę i powiedz, że żartowałeś.
Nie ufam Ci i oszukuję siebie.
Zmyślaj. Tak bosko się słucha.
Chciałabym nie bać się niczego."
***
"Bliskość. Cholerny dystans, który zanika z minuty na minutę, kiedy wyciągasz palec w kierunku moich bioder. Zapinasz guziki kurtki a mi miękną kolana. Boję się tych rąk i ust, roztopię się przy Tobie. Uchwyć proszę każdą kropelkę, uformuj mnie stałą, kawałek po kawałku. Ukołysz w rytm Twego oddechu, zawsze chciałam tańczyć w takt serca. A jeśli kłamiesz to proszę, roztrzaskaj mnie na milion drobnych kawałków, niech już żadna siła mnie nie pozbiera. Boję się. Czy muszę coś więcej dodawać? Boję się. Coraz trudniej przychodzi mi zasypiać. Będę się trząść póki mnie nie otulisz. Do snu, który wówczas się spełni.
[proszę pospiesz się, czasu coraz mniej a także spierdalaj i rób co chcesz.]
Gorzki. Aż do maksymalnego wykrzywienia ust. Jestem dziś zimna od nienawiści. Przemarzłam do szpiku kości. Więc bierz i trzaskaj, z impetem uderzaj o podłogę, ściany, Twojego przeklętego serca. Trzaskaj w pył, niech ulecę w przestrzeń, nawdychaj się i uduś.
Zabijać, to jest powołanie. Tu jest wojna, tu się kona w męczarniach.
Ponadprzeciętna umiejętność, brać wszystko garściami żeby nagle spierdolić.
You know the way that things go, when what you fight for starts to fall.
And in that fuzzy picture the writing stands out on the wall. So clearly on the wall.
Send out the signals deep and loud. And in this place can you reassure me, with a touch, a smile, while the cradle's burning?
All the while world is turning to noise. The more than it's surrounding us, the more than it destroys. Turn up the signal. Wipe out the noise.
Przez chwilę uwierzyłam. Nawet myślałam, że skrzywdzę. Something inside me died that day. [głodny przygód, z głodu prawie nieżywy.]
[apetyt na obce doznania. Chłonną myślą pożądać chcę twoich obcych jeszcze dłoni. Czuć dreszcze gdy serce przyspieszy swój rytm. Adrenaliną i endorfinami wypełniać chcę każdą szczelinę swego ciała. Szybciej, częściej, mocniej. Wepchnij, wypchnij, popchnij. Spluń.]
[czegoś nie było, ale pomimo tego już nie ma. Spalone żarty, stracone chwile, niezauważonych oczu blask. Iskra cez iskry. Chemia bez chemii. Motyle fruwają i tak. Niżej i dalej do piętra -55. Do ognia miłości zmarłej, od której inne poziomy się zajmą. Niech wszystko spłonie. Teraz już nic nie jest ważne. Niech będzie ogień! Umrę na dusznym tronie sto pierwszy raz...]
i na koniec dla zupełnej jasności, jak dobrze, ktoś w ułamku sekundy ubrał w słowa moje myśli nieporadne.
[trzeba bowiem zwalczać szmirę i kicz gdy próbuję podszywać się pod sztukę, trzeba obnażać i nazywać po imieniu miernotę i nieudolność, gdy chcą uchodzić za oryginalność, trzeba odkrywać pustkę i czczość pretendujące do filozoficznej głębi.]
Tak naprawdę teraz się brzydzę."
***
"So put your arms around me, let's go out tonight, if this is not temptation, you're going to kill my pride.
Chce znaleźć na sobie milion odcisków Twoich palców, ślady ust na rękach i szyi. Tak bardzo zaplątać, by nikt mnie nie wyrwał. Wpleść ręce w Twoje włosy, nic więcej już nie musi istnieć.
Po prostu przytul mnie i nie pozwalaj się trząść, chcę wierzyć w Ciebie ponad wszelką wątpliwość.
Ciebie, nikogo innego, Ciebie. Jako perłę, którą znalazłam, wybrałam i mam. Pysznić się, wywyższyć nad wszystko, z Tobą.
Nie mogę się od Ciebie uwolnić. Przepraszam, to jeszcze chwile potrwa.
Jeszcze przez kilka dni, może tygodni, jestem trzynastolatką, obsesyjnie plotkuję, wypytuję, szukam, kicham i mówię Ci na zdrowie.
Jeszcze nie wiesz jak wiele Ciebie jest we mnie.
Grać z Tobą na słowa, wzrokiem i ciałem i zabłądzić do Twojego mieszkania.
Chce tu zostać gdzie jestem, tylko jeszcze uwierzyć w Ciebie naprawdę, że jesteś, że to nie mój sen, że Ty jesteś i myślisz. Że nie popełnię błędu, że chcemy tego samego, że mam odwagę.
Nie lubię się tym zajmować, a ktoś musi wyrzucać cięte kwiaty z mojego pokoju. Przecież nie będę ich suszyć."
***
"To byłoby bardzo nieroztropne z mojej strony gdybym zaczęła pisać teraz o wszystkim. I też takie ponaddziecinne, niebezpieczne, po prostu.
Just give me a pain that I'm used to.
Próbowałam dziś wcisnąć ciuchy do szafy. Niestety liczba bezużytecznych fatałaszków przerosła możliwości mojej szafencji. Z naciskiem na "bezużytecznych". A że lubię być przyziemna, przestałam być ruda. Choć chyba od ostatniej zmiany koloru nic nie napisałam, teraz to jednak istotne. Chwilowo są czarne ale wierzę, że im przejdzie.
Chciałabym, żeby nie zadawano mi takich pytań. Pytania proste, zrozumiałe, ile razy wchodziłam z butami w cudze życie. Nie chce na nie odpowiadać, bo po prostu nie wiem. Odechciało mi się też tak o tym krzyczeć.
Piątek wcale nie zawsze.
Nie mówimy o świętowaniu, o zwykłym bytowaniu raczej, prostej egzystencji. O milionach zakrętów i braku odpowiedzi.
Było już o mięknących kolanach przy zapinaniu kurtki. O biodrach i bliskości i wplataniu się we włosy.
Zanikający dystans to nie koniec.
Pora kruchości. Płakałam z wdzięczności dla tego uścisku i ciepła.
Potem płakałam ze strachu, i tak już pozostanie.
Topię się w zarozumiałych kłamstwach z wiarą, że dopłynę do miejsca prosto z moich marzeń."
***
"Napisanie trzech zdań jako maksimum własnych możliwości. Cofanie taśmy i od początku, hulaj dusza.
Wkręcać czy być wkręcanym? Kto jest kim i ile twarzy można przywdziewać jednocześnie?
Własne aktorstwo uczyniłam sensem całego życia. Jak nałóg, coraz więcej, coraz krócej, albo już wcale.
A co jeśli niczego więcej nie nauczyło się w życiu? "
***
"Nie umiem już mówić i trudno mi jest to nazwać. Mam okna na wschód i dlatego lubię się tylko budzić w swoim pokoju. I tylko tu tak bardzo lubię się budzić. Zasypiać w nieswoim łóżku, wracać nocą nie do siebie, robić kolację w nie swojej kuchni. Póki co jeszcze mnie to bawi.
To przecież samobójstwo zabijać w sobie kobietę. Zabijać wrażliwość, niszczyć kruchość, ufność i naiwność, pozbywać się strachu i udawać jak bardzo niepotrzebny jest mi ktoś do szczęścia.
[People are fragile things, you should know by now... ]
i to chyba musi być bardzo trudne kochać, choć przecież śmiesznie niemożliwe, a ja nie mam o tym pojęcia, i już mi się ten temat znudził.
Po prostu nie chce już mówić, od kiedy wyrzuciłam wszystko co sądzę o relacjach międzyludzkich, zbieram się i zbieram, i mój nastrój jak sinusoida, ograniczony ściśle i podporządkowany, regularnie, falowanie i spadanie.
To królestwo między nami jest
Jak przekleństwo zawieszone gdzieś
Między prawdą a złudzeniem
Brak mi ciebie, więcej nie wiem
Między nami winobranie, wina branie z ust.
Pod palcami winobranie zatopione w puls
Ja na siebie wezmę winę za
Winobranie, daj mi pić do dna
Do wyczerpania winnic czarnych jak
Jak bezradność, na którą słów mi brak.
Między nami winobranie, wina branie z ust
Niecierpliwe, obłąkane zabijanie słów"
***
"Na własne życzenie upragniona podróż, aż wreszcie zostawiasz mnie na środku pustyni. Przekleństwa w każdym języku jako żałosne SOS. Nie pomyślałeś o tym, że będę potrzebować wody?!
Face to face i weź już spierdalaj. Ja na ten przykład wolę długo stać w oknie jeszcze kiedy znika za rogiem. Bo i także dziewczęca naiwność.
Grzech główny- istnienie, na resztę nie starczy mi palców.
Kto chce się napić ze źródła musi się schylić, ale uważaj, toksycznie słone morze.
Zaciśnięte usta jak tama, więc nie pytaj bo puści. Przesączy się słowo, pęknie cała tama, zaleje cię fala słów pod ciśnieniem i popłyniesz z wartkim nurtem.
It's typical of you//treat me like you do."
własnie wciągnełam się przypadkowo w nocne rozmowy niebezpieczne, bo doprawione procentem. I oczywiście nie przypadkowo, celowo jak najprościej, lubie kiedy rzuca sie prosto w twarz.
bo przecież się prosiłam, małe morale, kilka dobrych rad, przy czym uderza rozbicie w postawie.
Milcz- krzycz
Ignoruj- walcz
czekaj- działaj.
"chcesz sie tylko wkurwić nie potrzebnie"
"do dzisiaj pamietam jak ryczał w sylwestra w rekaw przez ciebie
albo ze ciągle mi o tobie nawija"
"albo ze rysuje ciebie na kartkach non stop"
"i przestań młoda pierdolić ze nie wiesz co zrobić bo dobrze wiesz i bez mojej rady..."
bułahahaha. Dawno mnie nikt tak nie przecenił. Zdaje się...
bo ja juz gdzieś mam tą przeszłość.
Zmęczyłam się tym dzisiaj, ale to właśnie dobrze. O to chodziło.
***
I jeszcze jedno zdanie, którego mogłeś nie wypowiadać.
Komentuj (3) 25.04.2007 :: 19:41 Myślałam, że tak po prostu...
Ciągnęło mnie wczoraj do ciebie.
Przez wszystkie drogi, zakręty, trawniki. Niebezpieczne autostrady słońca, żeby tylko zdążyć przed zmrokiem. W odurzonym głośno samochodzie, bo nic mnie już nie bawiło i dotkliwie nudna samotność wśród tłumów pchała w twoją stronę.
Ciągnęło mnie wczoraj do ciebie.
Z tych miejsc gdzie byłam, choć nie chciałam. Płynęłam myślami do twoich silnych rąk zimnych. Choćbyś ulepionym był tylko z moich wymarzonych wspomnień.
Ciągnęło mnie po gorycz, którą masz dla mnie. Po kłamstwa słodkie, nieprawdę.
Po chwilę bez strachu i złudne przywiązanie.
W zapomniane nieznane po twoich ramionach. Tylko nie dotykać stopami ziemi. Dać oczom odpocząć, szczerze się popłakać.
Wbrew sobie to wszystko, dla siebie jedynie.
Bo to kolejny był z niechcianych dni. Kiedy się krzywd już nie zauważa i po omacku w ciemność brnie amen.