Obudziłam się na twoim ciele, nie wiem gdzie jestem i dlaczego to robię.
Czuje twój pot na sobie, czy to znaczy, że znowu byliśmy ze sobą zbyt blisko?
Obudziłam się z zębami wbitymi w szyję, zakrwawione mam oczy i nic nie widzę.
Sprzątnij do kurwy nędzy ten burdel z mojego łóżka i przestań zaciskać mi ręce na brzuchu. Nie oddychaj choć przez chwilę, od tej cholernej bliskości brakuje mi powietrza i przestrzeni życiowej.
Wypierdalaj natychmiast, droga wolna, idź i smakuj życia za drzwiami. Niech uderzają ci go głowy niewyżyte panny z dobrych domów, idź, smakuj, żyj, kochasz to gówno, nie marnuj chwili, w końcu po to tu jesteś!...?
A jak w środku nocy znowu zobaczysz że stoisz sam, nagi. Będę akurat zbierać resztki twojego zapachu z poduszki.
...fucking come on and break the door down.
Ostatnio z kimś się biję po nocach, to prawda. Nie wiem z kim i nie wiem o co, choć wiem najlepiej i powiem to sobie w twarz prosto.
Nie bije się z moim sumieniem. Z nim wszystko dobrze albo i lepiej, póki jest nas na polu bitwy dwoje. Póki biję się o serce raczej puste i łaknące, próżne i spowite lodem. Jest dobrze.
Biję się z moim sercem, to jest walka na noże.
Ktoś hamuje mi łzy, a chciałabym chodzić i płakać. Tak jak kiedyś potrafić zalać się łzami, oczyszczać powoli organizm ze szkodliwych uczuć i wspomnień. Coś tak naprawdę przeżywać, bo, zdaje się, odebrano mi tym cząstkę z pełni życia. Tylko czegoś doświadczam bez przerwy i tego czegoś nie widać końca, nie widać.
Walka na noże, bezkrwawa jest, bo wiesz.
Nóż tkwi we mnie głęboko
i uwiera permanentnie
i tak już chyba zostanie.
Bo nie sięgną po niego twoje
zajęte lepszym życiem
ręce.