Gdyby to było do przesady. A nie jest nawet nienasyceniem.
Już nie można powiedzieć że byliśmy o krok. Nie da się udawać, że nie bywaliśmy wcale.
Nie przyznałabym się do niczego samej sobie gdyby nie namacalne ślady faktów zaistniałych.
Podarujmy sobie cały świat, czy to będzie za wiele? Zróbmy to wszystko, bez zobowiązań, bez roszczenia pretensji, bez oficjalnych kwestii, na chwile, bezmyślnie, tu i teraz, tak jak bywało, jeszcze raz.
Tak właśnie wyniosłeś mnie na powierzchnię głębin, lekko. Za rękę brałeś bez pytania. Jak dziecko, już nie jestem przecież, choć jednak, nie wiem sama, ty czy ja, jak dziecko.
Bywaj i znikaj dla świętego spokoju. Zaznaczaj śladową obecność ciała w mojej pościeli, zabijaj szczerością.
Zachłanność z jaką pochłaniamy tę bliskość.
Razi.
Gdy ściszeni i schowani przed całym światem ograniczamy zajmowaną przestrzeń do minimum.
Nad ranem, gdy w półsennym pośpiechu rozstajemy się wraz ze świtem.
Wypluwanie słowa kocham. Bezpieczne, jak unikanie liczby mnogiej i nikt za to nie ma do siebie pretensji.
Splecione dłonie, dowód największej intymności. Jeśli kiedyś po drodze pęknę, tam mnie zostaw. Sama sobie zawdzięczam to życie wiec i sama sobie będę je winna. Nie pochylaj się nade mną z litością, odchodź ode mnie z każdym kolejnym uczuciem. Chce zimna. Lodu, który rzeźbi tą skałę. Spod twoich dłoni, jak doskonałość spod dłoni mistrza, za ścianą nocy powstaję.
***
Mają dla siebie w darze
Ciało.
Nic więcej, żadną duszę złamaną
Ciało.
Jak jeszcze mogłabym Ci zamknąć usta?
Jak jeszcze szczelniej?
Nie, nic nie chce wiedzieć, oszczędź mi planów, wizji, przypuszczeń, udawaj w świetle dnia że noc to sen, spełnienie marzeń, ale nierzeczywiste, póki nie zamkniemy za sobą drzwi.
Kogoś kochać a z kimś sypiać, sam to widzisz, dwa w jednym- przeżytek.
Czas dotkliwego chłodu cenniejszy niż słodycz, pachniesz mrozem. Świat obok ciebie nie ma pór roku.
fascynacja, nie zazdrość
ciekawość, nie wstyd
pragnienie, nie tęsknota
pasja, nie łzy
Będziemy się spalać miarowo do kompletnego wygaśnięcia, prawda?