Nowy rok zaczął się wszechobecną flegmą. Do tego było mi zimno.
I ty z tym swoim wszechwiecznym bananem na ryju i chęcią niesienia pomocy dla świata, całego z wyłączeniem mnie w naturze.
Więc: ty stawałeś z ludźmi przeciw sobie i oni przeciw tobie żeby nadać szczęściu liczbę mnogą. Nie chcę być złą wróżbitką, ale wyjdziesz na tym jako ty i reszta świata bo budujący twoją potęgę szykują ci upadek rychły na pysk.
Byłam matką dobrą, pierwszy raz przez chwilę, którą dziecko dopieszczone do obrzygania za plecami gnojem beształo. Teraz mam edycję drugą a ty masz prawdziwe waleczne starcia jak chciałeś. I mimo miłości dalej tak samo bezkresnej i tak samo wielkiej największej zamknę ci drzwi przed nosem i nie pozwolę wejść spowrotem póki nie dowiedziesz, że jesteś wolny od wszystkich złych rzeczy przeszłości.
Wiem, i ty też, bo mówiłam ci żebyś zapamiętał obraz na zawsze, stanie się to i będę dni i noce mylić między sobą i wypalę się w środku do zmarszczek mimicznych- koryt rzecznych. I kiedyś się podniosę i nawet jeśli zawsze już będę mieć to skrzywienie i tak będę szczęśliwsza niż w ciągłej zabawie w męczennicę.
Nie wiem które z dwóch obliczy twoich jest prawdą i błagam Boga w ludziach wkoło żeby sprawy rozwiązał bo nie mam sił i odwagi i za dużo mam nadziei głupiej a dość już martwych punków i zawieszeń na odcinkach umarłego uczucia.