Chciałam w sekundzie wszystko mówić, tak prosto w twarz i bez zastanowienia, bo na sercu mi to leżało i podciągnęło się po dziurki w nosie. A wtedy one wypełnione były krwią i plwocina napływała mi z ust w słowotoku. Więc postanowiłam dać upust mojej twarzy, tym nadmiarom i przedawkowaniom, kiedy uświadomiłam sobie, że pędzę za szybko i tracę kontrolę nad torem myśli moich, więc przerwałam w pół słowa. Znaczy chciałam, żeby tak było, bo gdy zamilkłam w pośpiechu okazało się że padały właśnie już ostatnie słowa i co. I z tym wyrzutem jak dziwka co wzięła pieniądze i nie zrobiła nic zupełnie, tylko stała z taką miną, że niby nic nie obiecałam. Jak ta szybka kurwa spod ulicy twojej, co spierdala bo się wystraszyła że zapinać ją będą całą gromadą.
I tak więc zapierdalałam w trzech słowach błyskawicą, choć zjebały mi się na głowę doniczki z waszych parapetów, co przeładowane kiczem i kłamstwem stoją na straży zakurzonych okien jak najlepszy anioł i pies przyjaciel. Bo może za dużo i zbyt ciężkie były moje słowa bez składu i ogłady kobiecej, bez delikatności i spokoju, który reprezentuję sobą ze względu na płeć i nie za duży biust. Może i tak było, ale ja wiedziałam, że wszystko w tym bełkocie było czystą prawdą i za nic na świecie nie potrafiłabym Ci tak wprost do serca ściemnić że jest ok.
Strach mówić czasami, bo w życiu zawsze na opak, ale po co trzymać radość w sobie i łzy tłumić aż pieką oczy.
Chce krzyczeć, tańczyć, szaleć, nie mieć zahamowań, żyć pełnią mimo zimy i ciągłej nocy. Pierwszy raz w życiu czuję, że trzymasz mnie za rękę, choć wcale cię tu nie ma, i nadal jest tak pięknie. Mam w głowie ten cudowny spokój i choć wciąż tęsknię, czasami za mocno, i jest mi cie mało, ty tu jesteś obok blisko, nasączyłeś to miejsce sobą.
Wszystkie pytania o przyszłość wreszcie fascynują moją głowę swoją niewiadomą. I choć to straszne tak mówić, to tylko przez twoje słowa, które w tamtą noc, nawet może niechciane, wdarły się między nas i zagęściły malutką przestrzeń, muszę wykrztusić to ze swoich palców chociaż, chcę tak już zawsze i do życia potrzebuję tego właśnie, co własnymi rękoma budujemy na przekór sobie czasem, ale razem.
Nie poznaję siebie, kocham cię nad życie.
***
spoza szarych wspomnień zbyt wielu, rozbiegła się ona wbrew barier tylu, wieść ta, nowina, wokół krzyczana, to tu i teraz, nie jesteś już sama jak palec śród płomieni zżerających duszę, wiesz gdzie i kim jesteś, uśmierciłaś suszę